Rzecz o granicach ludzkiego poznania. Światło i cień
„Filozofowie używający języka teologii często stosują metafizykę światła w celu opisania doświadczeń mistyczno-duchowych. Odkąd człowiek stał się istotą religijną, niemal we wszystkich wierzeniach przeciwstawione sobie światło i ciemność przybierają rozmaite znaczenia symboliczne. To właśnie duchowość jest dla Justyny Baśnik przedmiotem badań. W rozumieniu artystki stoi ona w kontrze do współczesnego mistycyzmu i ezoteryki, a dotyczy racjonalnych, wewnętrznych przeżyć. Artystka wychodzi od koncepcji duchowości w sztuce zaczerpniętej od Malewicza i Kandyńskiego, nie traktując jednak sztuki jako sprzeciwu wobec usystematyzowanych wierzeń, a alternatywną formę przeżywania.
Podczas gdy w tradycyjnej symbolice duchowej to światło stanowi uosobienie dobra empirycznego i metaforę poznania, prace Justyny Baśnik – za Virginią Woolf i Rebeccą Solnit – wyłaniają się z niewygodnego cienia. W swoich najnowszych pracach artystka świadomie wykorzystuje sakralne skojarzenia, jednocześnie zwracając uwagę także na najstarszą duchową towarzyszkę człowieka – naturę, nie dokonując przy tym przetworzeń istniejących już symboli.
W dobie późnego średniowiecza monstrancje przybierały formę wieżowej kapliczki będącej swego rodzaju świątynią lub miniaturowym ołtarzem, w baroku natomiast rozpowszechniła się popularna do dziś forma solaryczna – w kształcie promienistej glorii. Ornamenty i detale architektury sakralnej są bliskie praktyce Justyny Baśnik, jednak formy gotyckie w jej malarskich obiektach funkcjonują jedynie jako oprawa do wyimaginowanej współczesnej symboliki opartej na abstrakcyjnych formach. Kontynuując jednak nawiązanie do natury, tak jak monstrancje nowożytne przyjmują formę słońca, tak witraż w monstrancji artystki zawiera w sobie ornamentykę roślinną, w postaci listków brzozy, która według naukowców jest jednym z drzew, które znikną z Polski przez postępujące zmiany klimatyczne. Tym sposobem artystka świadomie wykorzystuje gloryfikowane przez wiarę katolicką naczynie liturgiczne, by uwypuklić ciągle bagatelizowany problem.”















